środa, 4 grudnia 2013

,,Zachowała spokój"

      Gdy się rano budzę, czuję się szczęśliwa patrząc na to, gdy on koło mnie leży. Dobrze mi wtedy. Czuję się bezpieczna i spełniona. Zawsze kochałam takie poranki, a potem wszystkie następne godziny spędzone z nim.
      Pewnego dnia dowiedzieliśmy się że jest chory na gruźlicę. Poczułam się z tym strasznie. Myślałam że już gorzej być nie może. Musieliśmy mieć nadzieję. Nie chciałam okazywać smutku, ani żalu przy mężu. Chciałam walczyć razem z nim. Z każdym dniem było z nim coraz gorzej. Schudł. Moje smutne oczy patrzyły na niego dzień w dzień. Było mi bardzo przykro. Te wszystkie radosne wspomnienia obróciły się w czarną, przerażającą rzeczywistość. Ja też zaczęłam marnieć. Nie mogłam spać. Nie chciałam spać. Nie miałam zamiaru marnować czasu na taką bzdurę, a na niego mogłam się patrzeć wieczność. Wpadłam w depresję. Spuchły mi oczy. Włosy mi posiwiały. Pomagałam mu we wszystkim. Często płakałam w samotności. Byłam załamana. On nie mógł zobaczyć łez, chciałam by myślał że jestem silna, że jestem wciąż pełna wiary. W takich sytuacjach ciężko jest zachować spokój, lecz ja go zachowałam do końca, przynajmniej tak mu się zdawało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz