wtorek, 26 listopada 2013

,,Metalowa płyta"

      Nie mógł oddychać. Dusił się. Nie potrafił wziąć głębokiego oddechu. Zaczął się rozglądać. Nie wiedział gdzie jest. Zorientował się że jest przykuty. Ma ręce na łańcuchu i stopy też. Mógł tylko stać. Nie dałby rady gdziekolwiek pójść. Usiadł, położył się na plecy i zaczął się turlać. Szybko się po tym zatrzymał. Przeszkodziła mu ściana. Skręcił w przeciwnym kierunku, lecz zatrzymał się tak samo szybko. Był zamknięty w bardzo małym pomieszczeniu. Nie wiedział co robić. Było ciemno i nie mógł niczego dostrzec. Zaczął panikować. Dotykał ścian, ale nigdzie nie wyczuł drzwi, lub choćby żadnej nierówności. Usiadł opierając się o nią. Zaczął sobie przypominać przeszłość. Nic to nie dało. Miał pustkę w głowie.
      Czuł że jego serce jest jakieś inne. Zimne, a zarazem ciepłe. Nie wiedział co się dzieje. Czy to możliwe by za czymś tęsknił, ale nawet nie wie za czym? Zaczął przypominać sobie skrawki z życia. Znowu poczuł ciepło. Chyba wiedział co to jest. Przypomniał sobie coś, krótką chwilę z życia, w której było mu bardzo dobrze, czuł się szczęśliwy. W domu, przy komputerze, gdzie wszyscy go rozumieli. Nie miał z nikim problemu. Poznawał innych ludzi. Jednych bardziej interesujących, innych mniej. No i oczywiście ją. Miłą, jeszcze niedoświadczoną dziewczynę. Rozmawiali długo. Zbliżali się do siebie dzień w dzień. Coraz więcej było łączących ich razem chwil. Coraz więcej tematów i długich nocnych rozmów. Ta sytuacja wydawała mu się najcenniejsza ze wszystkich.
      Ale dlaczego jest w takim miejscu? Co się musiało stać? Zadawał sobie tysiące pytań, na które nie miał odpowiedzi. Nie rozumiał nic. Czy tak będzie wyglądał mój koniec? To pytanie go dręczyło najbardziej. Inaczej wyobrażał sobie śmierć. Lepiej. Ciekawiej. Zgiął nogi w kolanach i oparł o nie swoją twarz. Zasnął. 
      Po przebudzeniu znalazł się w innym miejscu. Leżał na jakiejś metalowej płycie. Wszędzie było dużo białego, zaślepiającego światła. Zobaczył obok siebie więcej takich metalowych łóżek, na których leżeli ludzie. Same łóżka, wszędzie tylko zajęte, metalowe łóżka. Wstał i przeszedł się po sali. Szedł wolno między płytami i patrzył na ludzi. Oni spali. Wszyscy wydawali się uśpieni, w jednakowej pozycji. Korytarz łóżek się nie kończył. On szedł i szedł. W jednej chwili ujrzał ją. Podbiegł do niej. była cała zmarniała. "Zniszczona". Jego oczy napełniły się łzami. Zaczął ją budzić. Ona ani drgnęła. Zaczął do niej krzyczeć, szarpał ją, ale to też nic nie dało. Spostrzegł kabel dochodzący z jej łóżka, którego wcześniej nie widział. Zerwał go. Nic się nie działo. On się nachylił nad nią i ją objął. Leżał tak na niej jakiś czas. Zalał się łzami. Ona po chwili wzięła porządny oddech. Spojrzał jej w twarz. Ona powoli otworzyła oczy i spojrzała na niego. 
      - Jesteś tu... - Wyszeptała. - On się uśmiechnął i odgarnął jej włosy. 
      - Tak, jestem i już zawsze będę. - Pocałował ją. Wydała mu się bardzo sztywna i sucha.
      Po chwili zaczął wyć alarm. Wszystkie łóżka zaczęły się od nich odsuwać. Zaczęli jechać w dół. Dość szybko się zatrzymali. Byli w czarnym małym pomieszczeniu, podobnym do tego, gdzie był pierwszy raz. Zapaliły się ciemno-czerwone światła. Ktoś do nich podszedł. Odsunął go od dziewczyny i trzymał w swoich ogromnych, ciemnych rękach. Wyrywał się, lecz to nic nie dało. Przyszli kolejni. Obeszli ją wokół stołu. Zaczęli odmawiać jakieś nie znane im modły. Były w jakimś innym języku, o ile w ogóle  jakimś.  Ona zaczęła się rzucać. Była w pół nie przytomna. Nie maiła siły na walkę. 
      - Zostawcie ją. Co wy robicie. Odsuńcie się od niej, nic wam nie zrobiła. - Krzyczał.
       Jeden z nich się odwrócił i podszedł do chłopaka.
      - Robimy to, czego chciała. Sama sobie nas stworzyła. Właśnie spełniamy jej marzenie. - Odpowiedział spokojnie ten stwór. - Jeśli tak ci na niej zależy to z powodu naszego stworzenia, możemy oddać ci przysługę. Możesz umrzeć razem z nią, teraz. W takim samym cierpieniu co ona. 
      - Ale dlaczego..? - Zapytał się błagalnym głosem. 
      -Chciałeś piekło, to masz. - Odpowiedzieli chórem. 
      Przysunęli drugie łóżko i położyli go na nim. Zaczęli przy nim i jak przy niej odmawiać te same dziwne modlitwy. Powstały przez to na jego ciele metrowe kreski, takie jak od cięcia się, tyle że głębsze i szersze. Straszne rzeczy się z nimi działy. On o tym marzył. Chciał tego, przynajmniej wtedy, gdy był sam. Nie myślał o innych. A teraz gdy dużo zdołał zrozumieć, żałował po prostu wszystkiego. W ostatniej chwili, w momencie wyczerpania wszystkich sił, odwrócił głowę i spojrzał na nią. Wypowiedział jej imię i też się odwróciła. Sięgnęła po jego dłoń i odeszła, a zaraz po niej, on. 
      Rankiem, tym razem budzik ich nie obudził. Okazało się, że zginęli we śnie. Wszyscy byli przerażeni oraz zaskoczeni. To było niemożliwe. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz