poniedziałek, 16 grudnia 2013

,,Duch w skale"

      W dziwnej, Afrykańskiej dziczy, w dużym kanionie znalazł się zabłąkany duch. Lubił być odizolowany od innych, być zawsze sam, w ciszy, bez żadnych problemów. Nie miał dużo marzeń, był skromny, ale także zmęczony ciągłym błąkaniem się po ziemi. Chciał tylko jednego - wcielić się w coś. Nie mógł już dłużej wytrzymać tego rozdarcia. Ile set lat można tak nic nie robić? Jak długo można czuć ten sam ból? Nie pamiętał już żadnej chwili, w której mógł powiedzie że jest szczęśliwy.
      Błąkając się tak, ujrzał spory kamień. Miał chyba z pięć metrów wysokości i cztery metry szerokości. Spodobał się mu, nic lepszego nie zostało. Przywarł do niego. Okrążając go, dotykał go dłońmi. Stanął i wyjawił z siebie trochę światła. Ognisko z jego rąk stawało się coraz większe i w jednej chwili wchłonął się w kamień. Głaz rozpromieniał, zaczął wydzielać ciepło, nad zwyczajnie ożył. To wszystko wydawało się nie realne, wręcz magiczne. Duchowi w skale było bardzo dobrze. Miał to, czego chciał. Wiedział że przez następna setki lat będzie w niej i nie będzie miał siły wyjść. Ta decyzja musiała być dobrze przemyślana, ale nie narzekał, było mu cudownie. Żył tak tysiącami lat, nawet nie maił zamiaru znowu się tak bezsensownie błąkać. Pił spływający po skale deszcz, obserwował różne rośliny i ekscytujące zwierzęta, które tym razem nie uciekały, ale najbardziej podobał mu się widok zmieniających się z czasem skał.
      Pewnego dnia poczuł coś dziwnego. To nie było ani miłe, ani pokojowe. Cuchnęło dymem spalonego węgla. Mógł się tylko domyśleć co to jest, bo nie było widać postaci, tylko te ślady, zostawione przez niego na piasku. Nigdy czegoś takiego nie widział. Niewidoczna postać podeszła do skały, a ta, poczuła gorycz stworzenia. Posmutniała od razu. Wiedziała że dobrze nie będzie. Wciąż czując to zło, usłyszała przerażające słowa wydostające się z ust potwora.
      - Albo opuścisz tą skałę, albo znikniesz już na zawsze.
      Skała zmarniała, pokryła się wodą, oznaczającą łzy. Po chwili nie czuła już tego poniżenia, postać się odsunęła. Po chwili duch w kamieniu ujrzał rozprzestrzeniający się ogień. Mało rzeczy dotykał, bo kamieni się przecież nie da spalić. Gdy ogień zaczął się powoli zbliżać w kierunku kamienia, duch w skale postanowił się ujawnić. Przyjął postać wielkiego, potężnego mamuta. Nadal stał na tle swojej skały. Chciał udowodnić, że wie co robi, że jest pewien tego czego chce, ale to nic nie dało. Przeciwnego ducha nadal nie widział. Ogień zaczął dochodzić go z góry, od grzbietu. Co było zadziwiające, zła postać zaczęła palić skałę. Palony duch czuł wszystko, ale się nie poddał. Nie chciał zmienić skały. Pokochał ją. Po tych wszystkich latach byli po prostu jednością.
      - Albo ona, albo nikt. - Pomyślał i po prostu znikł, zostawiając po sobie skalny proch.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz