sobota, 7 grudnia 2013

,,To Koniec"

      - I jak się czujesz?
      - Ja? Ja się w ogóle nie czuję. Nie potrafię czuć. Jestem kamieniem. Zawsze tylko wszystkich ranię, wiesz o tym dobrze, a jednak ciągle chcesz przy mnie być... Zastanawiam się tylko czemu.
      - Jak to czemu? Interesujesz mnie po prostu wszystkim. Swoim zachowaniem, postawą, poglądem - (nie dokończyła).
      - Ja nie mam poglądu. Widzę wszystko na czarno. Nic mnie nie cieszy, niczego nie chce. Jak możesz interesować się takim typem jak ja. Jestem złem. Tnę się, nie chce żyć. Wprowadzam cie na złą drogę. Boję się o ciebie. - Spojrzał jej w oczy.
      - Jak ty możesz się tak opisywać. Jesteś niezwykły, inny. Ciekawszy. Przyciągasz mnie jak magnez. Nie mogę przestać o tobie myśleć. - Opuściła głowę i mrucząc pod nosem szepnęła. - Nawet mi się śniłeś.
      Spojrzał na nią z przerażeniem. Odwrócił wzrok i patrzył przed siebie. Szli kawałek w ciszy. Zadumał się. Jak można się aż tak przywiązać? - Rozmyślał. Co ona robi. Tak nie można. To nie jest życie. Ona nie może tak myśleć, nie wolno jej tak uważać. Jestem skurwysynem. Ona się zmienia, przecież mnie nawet za bardzo nie zna, a nawet jeśli trochę o mnie wie, o mojej rodzinie, życiu, to nie oznacza że już wie wszystko. Nie zna moich myśli. Nikt nie zna. Nigdy nie pozna, nie pozwolę jej na to. Jest cudna, pełna życia, nie może się marnować przy mnie.
      - O czym myślisz? - Zapytała podchodząc bardzo blisko.
      - Nieważne. - Nie patrzył na nią. Nie miał takiego zamiaru. Myślał tylko o tym, jak jej delikatnie wyznać ich koniec. Wiedział że ona tego nie zrozumie, ale musiał. Żadna chwila nie była dobra. Chociaż nie lubił określać tego wszystkiego "końcem", bo dla niego nie było nawet początku. W pewnej chwili dostał sms'a od mamy, chciała by wracał do domu.
      - Kto to?
      - Wreszcie mi odpisała. - Powiedział patrząc się w telefon.
      - Ale o co chodzi?
      - Moja przyjaciółka. - Okłamał ją. - Wybacz, muszę iść.
      Ona tylko stała, nic nie odpowiedziała. Stała i patrzyła jak odchodzi. Serce jej krwawiło. Wylała z siebie kilka łez. - Kiedyś on się zmieni, będzie inny. - Pomyślała z nadzieją. Usiadła na ławce i zaczęła rozmyślać. Przypomniała sobie tą pierwszą chwilę spotkania. Było idealnie. Zaczęła rozpamiętywać wszystko to, co było z nim związane. Trochę się niekiedy sypało, ale zawsze jakoś wszystko kończyło się dobrze. Zawsze miała w sobie tą mgiełkę nadziei. Wiedziała, że nie chce urywać z nim kontaktu. Czuła że on też tak myśli. Podobało się jej, gdy odkrył w niej motywację. Zachciało mu się żyć, a jej było z tym tak dobrze...
      Bywały chwile sprzeczki. Nie dogadywali się dosyć często, lecz ją to nie zrażało. Nie lubiła kłótni. Nic jej potem nie cieszyło, wszystko było smutne. Nienawidziła jego pustych odpowiedzi: nie, nie wiem, nieważne,  może itd. Zamyśliła się tak na długi czas, lecz w końcu wstała i poszła do domu. To, co się jej przydarzyło było niezwykłe, fascynujące i piękne. Czuła to. Radość z jego powodu, szczęście.
      Następnego dnia także się spotkali. Ona radośnie podbiegła do niego i chciała się przywitać, lecz on jej na to nie pozwolił.
      - Przestań. - Powiedział poważnie i stanowczo. - W końcu musisz o tym wiedzieć. Źle, że cię tak długo oszukiwałem. Nie mogę tak dłużej. Nie mogę patrzeć jak się przy mnie niszczysz, okaleczasz. Nie pozwalam ci na to, dlatego musisz o mnie zapomnieć. Zobaczysz, tak będzie lepiej.
      - Co? Co ty w ogóle mówisz. Czego ty tak naprawdę chcesz? Zastanawiałeś się nad tym? To jest nie możliwe, jesteś okropny. Naprawdę tak mnie nienawidzisz? - Stała cała zdenerwowana, załamana i wściekła. - Pytam się, nie chcesz mnie, tego pisania i spotykania?
      - Nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz