Wieczorem, gdy już wszyscy idą spać, dzieciom należy się bajeczka na dobranoc. Mama siada przy łóżku i czyta. O księżniczkach czy misiach. Lecz w tej rodzinie tak nie było. Tam był koszmar. Mała Emmera przechodziła psychiczne znęcanie się i najbardziej nienawidziła historyjek matki - o ile tak ją można nazwać. Co noc, gdy kładła się spać, ona przychodziła i czytała jej ,,Piekielne Bajki." Była tam krew. Demony i diabły. Mała miała co noc koszmary. Gdy z płaczem błagała matkę by w końcu przestała, ta nie reagowała w ogóle, czytała dalej. Gdy po czasie skończyła, odeszła zostawiając swoją córkę, w takim stanie, w jakim była. Wychodząc, zamknęła drzwi na klucz. Emmera nie wiedziała dlaczego tak się dzieje, dlaczego czuje tylko smutek i strach. Nic nie rozumiała. Ale musiała z tym żyć. Innego wyjścia nie było.
Pewnej nocy, matka nie przyszła czytać opowiadań, więc dziewczynka z nadzieją że już jej nie zobaczy, zasnęła. Śniło się jej inne życie. Bez zamków, horrorów i piekła. Lecz w jednej chwili przebudziła się. Poczuła jak coś ja podnosi. Zobaczyła mamę.
-Co robisz? - Zapytała. A matka wciąż cicho, położyła ją na kuchenny stół. Emmera nie wiedziała co się dzieje więc nie uciekała. Siedziała spokojnie. Matka zaszła ją od tyłu i obejmując, owinęła ją pasem, który był połączony ze stołem.
-Połóż się. - Odrzekła wpychając córce ścierkę do ust. Wzięła cieniutki nożyk i zaczęła po niej "rysować". Cięła ją. Emmera się wyrywała i odsuwała, ale nic nie mogła zrobić. Była przywiązana. Potem, ten matczyny kat wziął nożyczki i zaczął odcinać jej palce. Najpierw u rąk, potem u nóg. Emmera krzyczała. Cierpiała. Następnie matka pochwyciła siekierę i ustawiła sobie zakrwawione ręce dziecka tak, by było jej łatwo łamać kości. Rąbać ręce. Robiła to wolno, powtarzając: "Boże, przepraszam za grzechy, już więcej demonów nie będzie." Gdy Emmera już rąk nie miała, to matka przeszła do nóg. Rąbała tak samo wolno i z "czułością." Po chwili się odsunęła. Sięgnęła do szafki i wyjęła solniczkę. Odwróciła się w stronę córki i wysypała sobie trochę soli na dłoń. Lekko się uśmiechając, wysypała ją na dolne rany dziecka. Emmera zaczęła się rzucać z bólu. Była u skraju śmierci. Mdlała. Potem matka podeszła do jej twarzy i nachyliła się nad nią. Dzieliło ją zaledwie kilka centymetrów z policzkami dziewczynki, spojrzała jej w oczy.
-Nienawidzę cię, z całego serca. - Wyprostowała się i chwyciła za nóż, przesuwając go po brzuchu Emmery. Ustawiła go pionowo na klatce piersiowej, w miejscu serca. Patrząc jej w oczy jednym ruchem nadgarstka, wbiła go w serce dziewczynki. Emmera w jednej chwili przechyliła głowę i otworzyła usta, przez które wylał się strumień krwi. Odeszła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz