niedziela, 1 lutego 2015

Tristitia i Odium

I oto znalazła się w miejscu, którego nie zna. Sama, bez nikogo. Żadnej twarzy nie poznała. Wszyscy obcy. Była w zapuszczonym miejscu. Mało kolorowe miejsce. Raczej nikt by nie chciał tam przebywać. A ona stała. Spojrzała w niebo - było ciemne, zachmurzone. Wiatr silnie powiewał jej włosami i płaszczem. Ciarki przepełniły jej ciało. Było chłodno. Lecz ona stała wciąż. Czy myślała o czymś? Czy miała na to siłę? Przerażenie odbijało się po dnie bezgranicznie psychicznej pustki. Nic w niej nie było, nic oprócz jednego pytania: Dlaczego tu jestem? Zrobiła jeden krok, drugi i trzeci. Zaczęła iść.
- Chyba się nie przewrócę... - Powiedziała pod nosem. Coraz pewniej stawiała każde kroki. Szła, szła i szła. Mijała stare, brudne budynki, aż nagle zaczęła biec. Biegła szybko, nie zważając na nic. Minęła godzina, a ona wciąż gubiła się wśród zaniedbanych uliczkach. Nie było już nikogo oprócz niej. Nikt nie szedł. Teraz została totalnie sama. Było ciemno, z każdą minutą ściemniało się coraz bardziej. Ona stanęła. Rozejrzała się dookoła i z daleka dostrzegła jakiegoś mężczyznę w podeszłym wieku z laską w lewej ręce. Niepewnie zaczęła iść w jego stronę. On stanął. Odwrócił się w stronę dziewczyny. Zrobił jeden krok w jej kierunku. Dziewczyna zaczęła iść szybciej i gdy podeszła na odległość 3 metrów, on w jednej chwili zniknął. W chwili mrugnięcia oka. Jej serce zamarło. Zaczęła się denerwować i panicznie rozglądać.
- Czy ktoś mnie słyszy!? Jest tu ktoś!? Co się tutaj dzieje!? - Nikt jej nie odpowiedział. Usłyszała jedynie śmiech. Był to głos chłopaka. Śmiał się. Po chwili znowu i znów, lecz nikogo nie było.
- Przestań! Zostaw mnie! - Chciała uciec. Nie mogła znieść tego dłużej. Nie mogła dużej nic nie wiedzieć.
- Oj Tristitia... (łac. smutek). Nie panikuj. Ha, ha, niedługo wszystko się skończy. - Wypowiedział całe zdanie. Jego chrypliwy głos tłumił wszystkie jej myśli. Denerwowała się jeszcze bardziej. Znów zaczęła biec, lecz nie była to już ta sama ulica co przedtem. Teraz była tylko mgła. Nic więcej. Mgła i jego głos.
- Ale co się skończy!? Co ty w ogóle do mnie mówisz!? Odejdź, został mnie i pozwól mi wrócić!
- Chyba mnie nie rozumiesz złotko... Ha, ha. Ty nie masz dokąd wracać. Zabiłaś wszystkich, a ci którzy przeżyli szczerze cie nienawidzą.
- Kim ty jesteś by mówić mi o takich rzeczach..? Jak śmiesz! Gdzie ja jestem. Co ty ze mną robisz?
- Jestem Odium (łac. nienawiść). Wiem o tobie wszystko. Jestem w twojej głowie. Steruje twoim umysłem i to ja decyduje co zobaczysz, co usłyszysz i o czym pomyślisz.
- Zostaw mnie! Zrobię wszystko co zechcesz! Ale odejdź. - W wypowiedzianych słów, wszystko wróciło. Znów zaczęła normalnie słyszeć i widzieć. Mogła myśleć. Była tam, gdzie przedtem. Ulice się nie zmieniły i mimo że była sama, to jej wystarczało, bo go już nie było. Nie było mgły. Znów zaczęła iść. Ulica była podświetlona latarniami. Nie było ani samochodów, ani ludzi.
- Czy tak będzie do końca życia? - Minęło pół godziny a ją zaczął popadać sen. Zaczęła szukać jakiegoś odpowiedniego miejsca, lecz wszędzie tylko mur i ziemia.
- Chyba lepszego miejsca nie znajdę... - Pomyślała siadając na ziemię i opierając się o jedną z kamieniec. Przysunęła nogi do klatki piersiowej i zaczęła chuchać rozgrzewając dłonie. Siedząc tak w jednej chwili poczuła kojące ciepło. Mogła wreszcie zapomnieć o chłodzie. Rozluźniła się i nawet nie zauważyła że spod nogawek wypływa jej krew. Położyła się na ziemi i odetchnęła pogłębiona w rozkoszy. Kojące ciepło ogarnęło całym jej ciałem. Było to uczucie rozkoszy jakiego jeszcze nie doświadczyła. Najpiękniejsze uczucie. Szczyt wszystkiego czego można doznać. Radość, miłość, szczęście i zaufanie - to jedynie czuła, ale kiedy nagle wszystko zaczęło ją kłóć ocknęła się i zobaczyła, że leży w kałuży krwi.
- Co to jest!? Co się stało? - Wyszeptała i znów usłyszała ten śmiech...
- Ha, ha. Jak widać śmierć może być przyjemna. Widziałem jak relaksuje cie wyciekanie krwi z organizmu. Ogrzewa cie, a ty jesteś szczęśliwa. Śmierć nie jest wcale taka zła. Ha, ha. - Odium wyłonił się zza czarnej otchłani bólu i przyklęknął koło jej twarzy. Spojrzał jej w oczy i delikatnie odgarnął jej włosy. Przesuwając palcem po policzku i ustach. Poczuł szczęście ze spełniającego się marzenia. Mimo że nie miał serca, potrafił wyczuć to o czym zawsze pragnął, przynajmniej tak mu się zdawało. Chciał poczuć ciepło krwi drugiego ciała. Chciał poczuć radość w aurze drugiego człowieka. Chciał... Chciał po prostu czuć, a że był nieżywy, trudniej mu to szło.
- Ale ty jesteś piękna... - Wypowiadając te słowa zamoczył swoją rękę we krwi. Ciepło jej wnętrza rozpaliło go i przypomniało dawne, szczęśliwe chwile za życia. Wtedy nie czuł nienawiści, raczej tęsknotę za życiem, które zostało mu wcześniej odebrane. Życie, które go zniszczyło i którego nie chciałby przechodzić drugi raz, nie takiego jakie miał. Marzył o czymś więcej. O miłości i prawdziwej radości, której nie doświadczył. W młodości był sam. Nikt go nigdy nie pokochał. Nikt nigdy o nim nie pomyślał. Dlatego teraz chciał by to się zmieniło.
- Dlaczego ty to robisz..? - Ona konała. Umierała i z każdą sekundą stawała się coraz chłodniejsza.
- Dlaczego? Ha, ha. Obserwowałem cię przez większość twojego życia i wiesz co? Zrozumiałem że muszę ciebie mieć, twoją krew i duszę. Wydawałaś mi się najcenniejsza, miałaś najbardziej barwne wnętrze.
      W tej jedynej chwili, ona wydała z siebie ostatni dech.Ostatni raz spojrzała na świat oczami człowieka. Odeszła leżąc bez zaspokojonej wiedzy. Nie wie co się stało, nie wie dlaczego tak się stało. Ale czy ta wiedza by jej pomogła? Nie pamiętała nic. Nic, oprócz tego jedynego dnia, w którym umarła, a jej dusza powędrowała z Odium do królestwa pierwszego upadłego anioła, w którym miała pozostać już na zawsze. I właśnie o to chodziło, on chciał by Tristitia nic nie pamiętała. Żeby został w niej tylko ból i rozpacz, tak jak w nim samym. Żeby nie czuła szczęścia i żeby cierpiała tak jak on. Wieczność i jeszcze dłużej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz