czwartek, 23 lipca 2015

"Drzwi"

W jednaj chwili uderzyła się o drzwi... Były zimne, żelazne. Przywarła do nich całym ciałem. Obydwiema dłońmi dotykała je, próbując wyczuć jakikolwiek szczegół, ale nie, były totalnie gładkie. Lśniące. Metal oszołomił ją swym blaskiem. Zobaczyła w nim siebie. Swoje odbicie. Miała rozmazany makijaż, płynęły jej łzy. Serce waliło, nie wiedziała co tu robi. Co to jest? Było ciemno, żadnego światła, a one lśniły same, jak gwiazda. Jak nadzieja która potrafi tlić się w człowieku, mimo tylu niepowodzeń. Mimo porażek, bez żadnego szczęścia.
Spojrzała w dół. Podłoga też lśniła, tak samo jak jej glany. Coś na nich było, jakaś ciecz. Spojrzała jeszcze raz przed siebie i rozejrzała się w tył. Niczego nie dostrzegła, więc przykucnęła i delikatnie dotknęła mokrej podłogi. Pomoczyła dwa palce i  wyprostowując się dostrzegła, że w odbiciu ich nie było. Zniknęły. Była to czarna, klejąca maź, której nie mogła z siebie zetrzeć. Stała wgapiając się w dłoń w odbiciu, potem nachyliła się napełniając nią ręce. Skierowała je przed siebie i oblała swoją twarz, której w odbiciu już nie widziała. Zaczęła znikać, nie mogła myśleć. Robiła coś... Czego nie była w stanie kontrolować. Dlaczego to robi? Dlaczego nie potrafi się postawić? Jest całkowicie podporządkowana...czemuś. Jakiejś sile której nie dostrzegała.
Nagle zniknęły jej ramiona i brzuch...Nogi zaczęły znikać. Mimo że siebie nie widziała, wiedziała co robi bo czuła swoje ciało. Wyciągnęła przed siebie rękę i oparła ją na drzwiach. Po czym przysunęła się i pocałowała je, lekko muskając wargami zimne żelazo. Pozostawiła po sobie brudny ślad. A drzwi po prostu zgasły. Przestraszyła się. Nagle poczuła ból który przeszywa jej ciało, krzyczy. Odgięła się w tył wyginając palce. Czuła że coś zaczyna żyć w niej za nią. Nie chciała się na to zgodzić, więc walczyła dalej. Walnęła pięścią w czarne drzwi, które nie były już takie piękne. Zrobiły się chropowate.
- Zostaw mnie ty bezlitosna poczwaro! - To nie był jej głos, lecz słowa pochodziły od niej. Krzyczała bardzo głośno, lecz nie rozniosło się to echem. Upadła na kolana, ponownie mocząc się w mazi. Skuliła się, lecz nie płakała. Pociekła jej tylko jedna łza... z nienawiści. Przez swoją bezbronność. Nienawidziła jej.
W jednej chwili poczuła na swoim ramieniu jakąś rękę. Poczuła zapach, piękny i ciepły. Przez chwilę znów czuła się bezpiecznie, lecz ból nadal przeszywał jej skórę.
- Dłużej nie wytrzymam... - Wyszeptała do siebie z drżącym głosem. W tej samej chwili druga dłoń wylądowała na jej barku i usłyszała męskie słowa.
- Jestem przy tobie... Postaraj się jeszcze wytrzymać. - Chłopak puścił ją i chwycił dłonią za policzek. Skierował jej twarz w górę i drugą ręką oblał jej oczy tą samą mazią, lecz oczyszczoną przez jego czar. Zobaczyła go. Był śliczny... Wpatrywała się w jego piękne oczy i nieskazitelną twarz którą lekko przysłaniały jego długie, silne, lekko potargane włosy. Chwycił ją za rękę i delikatnie podniósł. Ona odwracając się ujrzała te pokraki, który cały czas ją obserwowały. To właśnie przez nich nie było echa. Swoimi wielkimi i obrzydliwymi cielskami zajmowali powierzchnię powietrza. Znów poczuła ból, silniejszy od poprzednich. Chłopak pozwolił by ona upadła mu w ramiona. Leżała, a on klękał przy niej trzymając ją obydwiema rękami. W oddali było można usłyszeć skowyt potworów. Jakby doping.
- Zrób to wreszcie! Zbaw nas, o władco! Zakończ to jej żenujące życie! Czekamy, o władco! Wykończ ją! - Wszystkie krzyczały. Dopingowały mu, a ona zrozumiała że zakochała się w swoim mordercy. To właśnie przez niego czuła ból. On sprawiał jej torturę. Spojrzała na potwory, wszystkie klękały. Była zupełna cisza, nie do wytrzymania. A czerń pogłębiała się. Ostatnimi resztkami sił odwróciła się do osoby, która wgapiała się w nią bez jakiegokolwiek wyrazu twarzy. Nie był już taki piękny. Włosy mu poczerniały, twarz zbladła, zrobił się gorący, prawie parzył, ręce ściskały mocno, a oczy... Tęczówki znikały. Zaczął się nad nią nachylać. Ona nie miała jak uciec, nie znała tej osoby która dała jej wiele, przez tak krótki czas. Wszystko co najlepsze i to co cholernie bolesne. Jego twarz znajdowała się coraz bliżej jej..
- Nie rób tego... - Wyszeptała. Widziała że zbliża się koniec.
Zignorował ją. Nic teraz nie było ważne, tylko pocałunek. Pierwszy i ostatni... I wreszcie to zrobił. Ścisnął wargami jej usta. Ona mimo woli... zrobiła to samo. I wtedy obydwoje wiedzieli, że miłość ich zabije.

Odeszła. Jej ciało zniknęło, nikt jej później nie znalazł. Żaden żyjący człowiek nie jest wstanie zobaczyć dziewczyny na zawsze pokrytą przezroczystą mazią.
A on, mimo że wyzwolił się z piekła, odleciał do własnej, najdalszej gwiazdy istniejąc z piętnem które nie dawało mu spokoju. Cały czas szukał jej duszy, lecz nie zdawał sobie strawy, że ona jest w nim. Jest i będzie na zawsze.
Stworzył sobie własną samotność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz