Myśli zasłaniały jej realny świat i zasłoniły jej już wszystko, na zawsze.
***
W jednej chwili obudziła się i otworzyła oczy. Leżała. Usłyszała głos dziwnych ludzi i swojej matki. Słyszała rytm swojego serca w respiratorze i czuła nietypowy zapach. Odczuwała lekki ból w nodze i w głowie. Zaczęła szybko mrugać oczami, dotykając ich.
- Dlaczego ja nic nie widzę? - Zapytała zadziwiająco spokojnie i grzecznie.
- Miałaś wypadek moje dziecko. - Odparła jej matka. - Wbiegłaś na drogę pełną samochodów i jednemu z nich, nie udało się ciebie ominąć... - Nie dokończyła.
- Co do tego mam mój wzrok!? - Zaczęła się denerwować. - Dlaczego nic nie widzę?
- Straciłaś wzrok. - Wtrącił jakiś obcy, gruby głos.
- Kim ty jesteś, by mi o takich rzeczach mówić!? - Z każdą chwilą była bliżej ku wybuchu. Zaczęła się panicznie rozglądać po pokoju, lecz wszędzie była tylko ta czerń. Nic nie potrafiła dostrzec.
- Jestem twoim lekarzem. Straciłaś go po wypadku. - Odparł. - To cud że żyjesz.
- Ja mam w dupie takie życie! - Krzyknęła. - Chcę stąd wyjść, chcę znów widzieć! Oddaj mi wzrok! - Jej agresja z każdą minutą narastała. Zaczęła się rzucać na łóżku i kopać. Jednym pociągnięciem oderwała z klatki piersiowej wszystkie kable i wstała z łóżka przewalając się na podłogę, gdyż jej noga nie była w stanie sprawnie funkcjonować, więc zaczęła się czołgać. Wpadała w każdą szafkę, w pręt czy w krzesła. Nie potrafiła się odnaleźć w pokoju.
Lekarz stał spokojnie i pozwolił na żałosny wygłup dziewczyny. Wiedział że nic nie pomoże zwykła rozmowa, dlatego dał się jej przekonać, że sama sobie już nie poradzi.
- Siostro! Doktorze! - Zawołała matka próbując uspokoić córkę, lecz do niej nic nie docierało.
Siostra zjawiła się błyskawicznie.
- Proszę podać jej fenobarbital. - Powiedział lekarz. Siostra wyciągnęła strzykawkę i sprawnie podała go, wstrzykując lek w udo dziewczyny.
- On sprawi, że pańska córka się uspokoi i... - Zasnęła.
***
Następnego dnia obudziła się z przepoconym ubraniem. Czuła się zgrzana, było jej duszno, gorąco i wciąż miała czerń przed oczami. Jestem w piekle? Pomyślała. czuję się jakby tak własnie było... Całą resztę dnia przemilczała. Jeśli nie mogę nic widzieć, to nie będę nic mówić! Jestem bardzo podobna do zmarłego człowieka, tyle że moje serce wciąż bije. Gdyby nie ten puls, to bym nie żyła... Bym się lepiej czuła, albo inaczej, bym się nie czuła wcale. Rozmyślała całymi dniami. Ciemność niekiedy dawała jej spokój, jednak w większości czasu, doprowadzała do furii. Teraz leżała związana, a to lekko ją irytowało. Jeżeli chcą robić ze mnie potwora, to nim się stanę! To było najmądrzejsze zdanie jakie dzisiaj wymyśliła. Zdanie, które pokieruje jej przyszłością.
Cały czas ktoś koło niej chodził. Siostry kręciły się bez przerwy, lecz ona z zamkniętymi oczyma, z poważnym wyrazem twarzy, obmyślała plan na swoje krótkie życie, bo wiedziała że wkrótce to wszystko się skończy. Nie wyobrażała sobie takiego życia na dłuższą metę. Mimo że miała piętnaście lat, wiedziała że przyszłego roku nie dożyje. A zostało pięć miesięcy. Pięć niezwykle krótkich, ale jakże długich miesięcy. Czas wymyślić coś konkretnego.
Minął kolejny dzień i kolejny, a ona wciąż cicho.
- Proszę córeczko, odezwij się. Ja chcę ci tylko pomóc, każdy jest tu tylko dla ciebie. - Lecz ona ani drgnęła. Nie poddała się nawet miłym słówkom matki. Gdy człowiek jest bez uczuciowy to tak właśnie ma. Nie rusza go nic.
Kilka dni później, została umieszczona w specjalnym psychiatryku dla niewidzących. Matka z lekarzem uznali, że tak będzie dla niej lepiej i mieli racje. Ona niedługo po umieszczeniu znów zaczęła mówić, a po trzech miesiącach nawet uśmiechać, lecz wciąż miała dystans do wielu osób, ale nie czuła się tak samotna jak kiedyś. Trudno jej było przyzwyczaić się do tego stanu. Znalazła przyjaciół, wszystkich musiała poznawać po dotyku lub głosie. To było dla niej inne i dlatego nawet zabawne. Mimo chwilowego szczęścia, wciąż doszukiwała się jakiegoś sposobu, by wreszcie dokonać to, o czym marzyła od dawna. Jednak poczuła szczęście i mogłaby wiecznie trwać w tym stanie, w którym jest teraz, ale nic takie nie jest i zdawała sobie sprawę, że kiedyś i tak się wszystko skończy, a tego za nic nie chciała. Uwierzyła w prawdę i szczerość swoich rówieśników. Lubiła wszystkich, ale najbardziej ufała chłopakowi który sprzed trzech miesięcy trafił tu w tym samym dniu co ona. Był równie zdesperowany i zbuntowany. Pomogli sobie nawzajem. Mimo, że była zimna i pusta w środku, wiedziała, że coś do niego poczuła. Coś, czego nigdy wcześniej nie doznała. On dodawał jej skrzydeł i zawsze gdy był blisko niej, czy dotykał ją porozumiewawczo, ona drżała. Ale nawet to ją nie śmiało powstrzymać. Wiedziała że już wszystko będzie robić tylko z nim. Pierwsza miłość i pierwsza śmierć. Obydwoje chcieli tego samego. Chcieli razem skończyć swoje życie.
Spotkali się więc pewnego dnia w piwnicy. W pokoju ze starymi dokumentami i rupieciami. Rzadko kto tam chodził, więc było to w pełni bezpieczne miejsce. On miał załatwić klucz, a ona nóż, a najlepiej dwa, które miały zakończyć ich żywot. Ufali sobie bezgranicznie. Usiedli obok siebie, najbliżej jak się dało, delikatnie i czule, ostatni raz się dotknęli, otarli słone łzy i w skupieniu zaczęli odliczać ostatnie oddechy...
- Kocham cie. - Wyszeptał. - Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek poczuję takie coś, co czuję teraz, do ciebie. Naprawdę się cieszę i dziękuję ci. - Jego słowa były jak solą na ranę, a najgorsze było to, że ona czuła to samo, ale nie mogła pozwolić by coś powstrzymało ją od spełnienia marzenia. Ale czuła się pięknie, czuła się naprawdę kochana i spełniona. Teraz już mogła odejść, bo wiedziała, że tam gdzie trafi, będzie zawsze z nim.
- Ja ciebie też kocham, nawet nie wiesz jak bardzo, ale musimy to zrobić i wiesz o tym. - Odpowiedziała mu z udawaną pewnością swoich słów. Podała mu nóż i sama, swój wzięła do ręki. Wyczuła jego serce i przystawiła do niego ostrze. On zrobił to samo.
- Gotowy? - Zapytała stanowczo.
- Jak jeszcze nigdy wcześniej. - Odpowiedział chwytając ją drugą ręką za jej dłoń. - Policzę do trzech, a na słowo ''trzy'', obydwoje spełniamy sobie nawzajem swoje marzenia, rozumiesz?
- Tak. Dobrze... - Zawahała się.
- Teraz nie ma czasu na lęk. Musisz być pewna! - Przekonywał ją.
- Tak, wiem. Rozumiem. Przepraszam. Już możesz odliczać. - Odparła konkretnie z lekkim wstydem z powodu zawahania się. Marzyła o tym od zawsze! Jak mogła tak postąpić...
- Raz... Dwa... Trzy!
***
- Obudziła się!!! Wreszcie się obudziła! - Krzyknęła jakaś kobieta. I od razu w całej sali, zrobiło się jakoś duszno. Wszyscy przybiegli i stanęli wokół jej łóżka - przebudzonej dziewczyny.
- Co się stało..? - Zapytała dziewczyna cicho otwierając oczy, wszystko nagle widząc normalnie.
- Miałaś wypadek i wylądowałaś w śpiączce na cztery miesiące. - Szczęśliwie powiedziała mama, ze łzami w oczach. - Ja zawsze wierzyłam że się wybudzisz kochanie, wszyscy wierzyliśmy.
Dziewczyna odwracając się od wszystkich, rozczarowana i smutna, zamknęła swoje piękne oczy, wspominając tamten świat i modląc się o śmierć, po prostu zasnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz