Tak dłużej być nie mogło. To oszałamiające uczucie zawładnęło całą mną. To było złe. Tak nie powinno się stać. Traciłam kontrolę nad całym swoim ciałem. Coś jakby rządziło mną. Jakby nie pozwoliło normalnie trwać. Czułam się jakby przez moją skórę przechodziło wiele smutnych, zatraconych dusz. A ja nic nie mogłam z tym zrobić. Byłam nawiedzona. Widziałam dziwne rzeczy. Czułam się uwięziona. Upadałam z dnia na dzień. Na psychice i na duszy. I nikt nie potrafił mi pomóc. Wszyscy stali i się wgapiali we mnie, albo wcale nie przychodzili. Nie czułam się normalnie. Wiedziałam że coś się dzieje. Coś się skończy, coś się zmienia. Nigdy nic już nie będzie takie samo, bo nie może.
Byłam przywiązana do łóżka, nie miałam nad sobą władzy. Ciężko było mi się ruszać, wszystko mnie bolało. Mogłam jedynie myśleć i patrzeć. Oglądać z dnia na dzień jak dzieje się ze mną coraz gorzej. Jak marnieję i tak naprawdę nikogo przy mnie nie ma, bo wszyscy się mnie boją. Boją się szatana. Powinnam się im nie dziwić, ale to mi już nie wystarcza. Dłużej nie chcę tak usprawiedliwiać samotności...
I znów, jak codzień, ujrzałam księży w sułtannach. Wyglądali jak nawiedzone duchy ciemnego świata. Przyzwyczaiłam się do takiego widoku. Wszystko co dobre właśnie tak się przekształca. Za każdym razem przeraża mnie to jeszcze bardziej ale nic nie mogę na to poradzić. Zawsze gdy przychodzą, we mnie budzi się ta bestia a ja nie chce już cierpieć. Mam tego dosyć. Nikt nie zrozumie mojego uczucia, ale marze o wolności. Dla niej chciałabym przezwyciężyć ból. Chciałbym znowu być normalna. Chciałabym być kochana i piękna jak przedtem.
Mam dosyć znikania, chowania się przed nim. Wolałabym się już poddać, bo już nie chcę walczyć. Nie mam siły. Wszystko wiruje i przemija. A ja stoję, sama. Cała przeszłość przemija mi przed oczyma. I to uczucie w którym moja dusza opuszcza ciało... Nie chcę tak.
Zawirowało mi przed nosem całe moje dzieciństwo. Jestem bardzo z niego dumna i szczęśliwa. Przeżyłam najszczesliwsze chwile w życiu. Załamania, rozpacz przy tym dobru się chowały. Wszystko mnie tak bardzo wzruszyło. Teraz dowiedziałam się wszystko to, o czym nigdy przedtem nie miałam pojęcia. Że jest dobro i nadzieja na moje wieczne szczęście. Że przez ostatnie pół roku byłam dla bliskich równie ważna jak byłam wcześniej. Albo nawet bardziej. Ze mnie kochali najmocniej jak potrafili. Ze nadal żyła nadzieja w nich tak jak do niedawna we mnie. Ale mam już tego dość. Każdy wie, że on mnie zabije. Nie uratują mnie, bo tylko ja znam jego imię. "Abaddon". Nic więcej...
Stałam tak sama w moich przemijających wspomnieniach zbliżając się do końca. Moje ciało było obwładnięte przez szatana, a po mojej duszy nie zostało śladu. Mnie już tam nie było. Chcę jeszcze powalczyć? Na pewno nie, to już nie ma sensu. Los wybrał dla mnie to, co teraz mam i będę leciała razem z wiatrem. Może wreszcie się ktoś mną zaopiekuje. Wiem jedno. Nawiedzę rodzinę i przyjaciół we śnie. Tych wszystkich którzy byli dla mnie tak dobrzy, którzy byli ze mną do końca. Byli i będą dla mnie najważniejsi i nic nigdy tego nie zmieni.
Moje ciało po chwili przestało się ruszać. Przestało pluć i wydawać te straszne dźwięki. Juz księża go nie przerażali. Z moim odejściem odszedł i on. Czuje wielka ulgę... Nareszcie.
środa, 19 marca 2014
,,Z pamiętnika opętanej''
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz