środa, 26 marca 2014

,,Mors sola''

W czarnym stroju, przez brzeg zagmatwanych myśli, brnąca przed siebie niczym cień nieistniejących rzeczy, idę zamyślona przez życie.
Powoli, bez pośpiechu, lecz przerażająca i tajemnicza.
Pewnym krokiem, siejącym żal i cierpienie, żywiąca się łzami i krzykiem rozpaczy, mijam dzień za dniem.
Uwięziona w ludzkiej skórze, przy obcych ludziach, bezradna i tępiona, zagubiona, sama.
Z zimnym sercem, z kamieniem, z lodem, zamrożonymy całym doszczętnie i nieodwracalnie.
Raniąca i wredna.
Słaba i niepewna z lekkim śladem odciśniętej nadzieji.
Z zatartą miłością, zaslepionymi oczyma, wpatrzonymi w otchłań głębokiej czerni wołającej tylko mnie.
Tańcząca co dzień ze stworzeniami w jedynie w mojej głowie.
Ze zniszczonym rozumem, bladą cerą, hodowlą kruków i czarnych kotów, z wydziaranymi ostrzem twarzy wyniszczonych ludzi.
Zawsze oryginalnie pochodząca do życia.
Tylko i zawsze zapatrzona w ducha kierującego jej losem.
Jedynego.
Władcy i zbawcy, do świata nie odkrytego.
Dążącego cicho do mojego upadku.
Lecz ja wyuczona, najlepsza, wytrwam do końca i jeszcze dłużej.
Juz nie wystraszona, lecz strasząca innych, pewna siebie, swojego celu, do trwam do tego, czego najbardziej pragnę, co jest inne i czego nikt mi za życia nie da.
Jest piękne, niesamowicie tajemnicze, całkowicie każdemu obce.
Wieczna cisza istniejącej czerni Abaddona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz